|
Dziennikarze są wśród nas... Pod koniec kwietnia rozstrzygnięty został Powiatowy Konkurs Dziennikarski organizowany przez 2 LO w Dębicy. Tradycyjnie już uczestnicy konkursu mieli napisać felieton. Z naszej szkoły do rywalizacji o miano najlepszych dziennikarzy wśród uczniów gimnazjów przystąpiły trzy uczennice z klasy trzeciej gimnazjum. Jury konkursu przyznało pierwszą nagrodę naszej uczennicy, Kindze Bonar, która od dawna marzy, by zostać w przyszłości dziennikarką. Przeczytajcie zamieszczony poniżej nagrodzony artykuł. Chyba nie mamy wątpliwości, że to marzenie na pewno się spełni. Face to face z … Facebookiem Wydawało by się, że o uzależnieniach powiedziano już wszystko. Tymczasem pojawił się nie tak dawno jego nowy rodzaj, zwany „fejsbukoholizmem”, czyli uzależnienie od portalu społecznościowego Facebook. Problem robiącego zawrotną karierę portalu tak zawładnął internautami, i nie tylko, że już sami zapytują przewrotnie, czy to zjawisko to jeszcze Facebook czy już FaceBóg. Wyobraź sobie, że jesteś przeciętnym nastolatkiem. Wracasz do domu po kilku męczących lekcjach, marząc jedynie o ciepłym obiedzie. Mimo to, kiedy przekraczasz próg, przychodzi ci do głowy tylko jedna myśl: muszę sprawdzić Facebooka! Tak, to w tym momencie pora uświadomić sobie, czy mamy do czynienia z uzależnieniem czy niewinną rutyną. A nie zdarzyło ci się, że chcąc zamienić parę słów z koleżanką, pytasz, co robi i w odpowiedzi otrzymujesz zdawkowe: „lajkuję” lub „obczajam fejsa”? Byłabym okrutna i niesprawiedliwa, gdybym obwiniała tylko moje „stracone pokolenie”. Przecież spotyka się też ludzi po pięćdziesiątce, którzy zapamiętale uprawiają wirtualne farmy lub karmią rybki. Tam na ogół wszystko się udaje, w przeciwieństwie do tego, co w realu: wyjałowione, nieurodzajne gleby, susze i powodzie niszczące dorobek życia. Te przykrości trzeba sobie przecież jakoś rekompensować. Ech, zdaje się, że mnie również ten problem dotyka… Przyznam wprost: Facebook ma chyba nie najlepszy wpływ na moją „karierę naukową”. Czasem mam wrażenie, że gdyby nie codzienne kilkuminutowe (?) przeglądanie moich ulubionych stron, byłabym geniuszem. Dlaczego jednak ani mnie, ani moim rówieśnikom to nie przeszkadza? Cóż, to jest ciekawe pytanie… To tak jak z dobrą parą butów czy nowym telefonem – lubimy to, cieszymy się, co więcej, chcemy się z tym utożsamiać i bawić, przynajmniej do pewnego momentu. Nie jestem jednak pewna, czy ten moment potrwa dwa – cztery – sześć lat, a może dziesięć lub kilkadziesiąt? Czas pokaże, choć z przerażeniem myślę o takiej sytuacji, kiedy ktoś mógłby odmówić swoim dzieciom przeczytania bajki na dobranoc, bo akurat będzie musiał zasiać nową roślinkę czy powyrywać chwasty na swojej wirtualnej działce. Wiem, wszystko jest dla ludzi, ale wciąż wydaje mi się, że jest różnica między zwariowanym na punkcie kompa i Facebooka nastolatkiem, a podeszłym w latach nobliwym panem (lub panią), który(-a) zawzięcie farmuje i zapomina zażyć codziennej dawki leków. Jakoś to - nie oszukujmy się – nie pasuje. A może to nie takie złe lubić Facebooka? Grunt, żeby zachować zdrowy rozsądek, nie ufać za bardzo sztucznie wykreowanemu światu i umieć swobodnie się nim cieszyć. Bo tak naprawdę… Och, jak my lubimy lubić! Zastanawiałam się nad przyczynami medialnego fenomenu Facebooka, ale chyba na darmo. Kiedyś na pewno ktoś, kto jest z nim w jeszcze bliższej zażyłości, przeprowadzi stosowne badania na ten temat. Ja powinnam raczej, teraz już wiem, stanąć twarzą w twarz z moim (potencjalnym oczywiście) fejsbukowym problemem. Tak czy inaczej, pociąg do tego niewinnego, biało-granatowego portalu jest coraz silniejszy w naszym społeczeństwie i aż trudno uwierzyć, że sprawca owego zamętu jest wciąż małolatem – liczy sobie ledwie osiem wiosen. A może już osiem, bo zdążył nieźle namieszać przez ten czas…Wyparł w końcu słynną naszą-klasę i wciąż jest „na fali”. |